3 stycznia 2014

Przeprowadzka

Zmieniłam miejsce, w którym można mnie spotkać, coś pooglądać, czasem coś poczytać. Taka moja lisia norka, nie tylko dla rudzielców i futrzaków. http://my-fox-box.blogspot.com/

16 kwietnia 2013

Ciepłe czapeczki żegnają zimne dni

Mimo, że nie mam czasu pisać, czytać, śpiewać i ogólnie nie mam czasu, coś się działo. Zima już nareszcie poszła sobie, ale trzeba być przygotowanym na wszelkie okoliczności.

Jestem zaczapkowana i gotowa nawet na zimne lato. Ale to dopiero początek robótek. Odkrywam tyle ciekawych pomysłów, że nie wiem jak zdążyć spróbować wykonać te cuda. Wybieram się na prawdziwy jarmark wiejski w charakterze "oglądacza" i tam postaram się napatrzeć, naczerpać inspiracji i coś zrobić. Mieszkam teraz jedną nogą w Gdańsku i drugą nogą na wsi. Czasem tam "internetu nietu", ale daję radę. Może będzie czas na robótki i inne ciekawostki domowe.

21 marca 2013

Uszyj JASIA

wpisujemy www.uszyjjasia.blogspot.com Coś dobrego na Wiosnę.

16 marca 2012

8 stycznia 2012

Samo się robi

W tak zwanym poprzednim życiu ( jakieś ponad dziesięć lat temu) z uwielbieniem zajmowałam się robótkami na drutach i szydełku. Potem nastały dni, miesiące i lata, w których musiałam się skupić nad bardzo niszczącą wewnętrznie działalnością. W czasach obecnych, gdy życie jeszcze się tli i jak widać mój czas trwa, wracam do zarzuconych czynności.Pouczona przez koleżankę Irenkę, która jest zdolna w dziedzinach robótkowych, ale niestety strony nie prowadzi, przypomniałam sobie kolejny wzór. popełniłam w nim niezwykle rozciągającą sie kamizelkę dla jednego wujka. Wujek rósł i kamizelka nadążała. Dziś wzór wystąpił na czapkach. Ciemna była zrobiona na zamówienie mojego dzieckanatomiast żółta po znalezieniu motka mohairu, który wystarczył na to, co się zrobiło. Wzór robi się sam i jest rozciągliwy i miękko się układa.









6 stycznia 2012

Dobra Gospodyni 1 - sto lat temu

Po zaborach, zsyłkach i pożodze wojennej, w domu moich dziadków ocalało kilka skarbów.
Nie są to wielkie skarby, nie są to bogactwa ani rarytasy muzealne.
Ale....Kto wie? Za jakiś czas być może.
Uciekając przed pożarami, wojnami moi bliscy ocalali książki.
Chwyta się ponoć przypadkowe rzeczy.
Jednak kiedyś moja prababcia uratowała rocznik „Dobrej Gospodyni”.
Gdy odeszli dziadkowie i trzeba było posprzątać ich dom, moja mama przywiozła dla mnie skarb po swojej babci. Pamięta go z dzieciństwa.
Przedstawiam : Pismo tygodniowe ilustrowane dla kobiet „Dobra Gospodyni” – 1 – 9 styczeń – 1902 rok.





Niestety nagłówek oraz pierwsza i druga strona z numeru pierwszego nie zachowały się.
Zatem posłużę się numerem 2.








Nowe sprzęty kuchenne
Kilka bardzo praktycznych nowości przywieziono niedawno z Ameryki.
Poniżej podany nóż, przeznaczony specyalnie do krajania chleba, w zupełności nadaje się do rozbierania grubszego ptactwa pieczonego, krajania mięsa, ciast oraz różnych produktów wiejskich. Ząbkowane ostrze przyczynia się głównie do równego przecinania, osuniecie się bowiem noża, gdy już raz ostrze zagłębiło się w mięso - jest niemożliwe. Przytem i krajanie następuje bez najmniejszego wyniku, gdyż lekkie tylko posuwanie noża powoduje doskonałe i równe przecięcie.





Bardzo praktyczną maszynką do szlifowania noży, nożyczek i różnych ostrych narzędzi – jest maszynka rotacyjna do szlifowania




oraz maszynka do krajania kartofli w plasterki. Przez odpowiednie urządzenie cylindra, w którym umieszczane są noże, można za pomocą tej maszynki z nadzwyczajną szybkością krajać kartofle lub owoce w równe talarki.

Praktycznym instrumentem okazał się także zupełnie zamknięty ze wszystkich stron młynek do mielenia kawy, którego rycina mówi sama za siebie. Służy on równocześnie jako puszka do przechowywania kawy palonej lub mielone; w tym celu, znajdują się dwa hermetyczne zamknięte naczynia, których zawartość jest na rycinie widoczna. Spodnie naczynie jest przymocowane na obrączce gumowej i może być łatwo odjęte, wyższa przykrywka jest śrubowana i szczelnie zamknięta. Byłoby bardzo pożądanym, ażeby pożyteczne i nader praktyczne te sprzęty jak najprędzej przedostały się z drugiej półkuli do nas.

Długie zimowe wieczory można było spędzać pożytecznie zajmując się podobnie, jak my współcześnie, wykonując piękne koronki.

Panie podziwiały nowe modele okryć zimowych.

oraz kapeluszy.

Wyprzedaże nie są pomysłem naszych czasów.

Reklamy także już były.



Każdy numer zawierał przepisy kulinarne, rady i wskazówki, dyspozycje obiadów na cały tydzień, odpowiedzi od Redakcyi, drobne wiadomości ( wesołe i smutne oraz skandaliczne), rekomendacye pracy, metody kroju i wiele innych wspaniałości.

Pierwotnie numer opracował pan redaktor Eugeniusz Rapczyński, wydał Leon Bogdanowicz ( Antoni Łada. Дозволено цензурою . – Варшава 16 Декабря 1901 года.
Druk. Kaniewski & Wacławowicz, Zielna No 20.

Tym czasem migosia miga na drucikach.

Do zobaczenie w nowym numerze Dobrej Gospodyni.

1 stycznia 2012

2012

Działo się za oknami w godzinie przejścia roku na rok.
Niestety mgła jak zwykle dopisała i popsuła nieco szyki.
Starałam się moim niezwykle zwykłym sprzętem ująć urok chwili.
Sprzęt starał się jak umiał, ale nie nadążałam za wybuchami ogni bengalskich( tak za Andersenem podoba mi się nazywać te wybuchy).
Panna Whisky ( mój pies) specjalnie nie odczuwała stresującego hałasu.
Coś tam widać, arcydzieło to nie jest, ale wiem jak było rzeczywiście.

Strzelali petardami od rana.
Zakończyli około pierwszej w nocy.
Lekki bałagan zalega sobie i czeka na zmiłowanie pracowników administracji.
Już widzę jak oni to kochają.

Ranek Nowego Roku wcale mnie nie zaskoczył,
Miałam bardzo miły sen, który może jednemu komuś opowiem kiedyś.
Czas pokaże.
Ponieważ należy lekko dbać o wizerunek,
ubrałam się i lico przysposobiłam
do wyjścia na świat.
Wyprawiłam się z psem do pobliskiego lasku.
Było poranne noworoczne spotkanie
okolicznych psów i ich właścicieli.
Pozostała część społeczności spała spokojnie w domach.
Jedni nie śpią by spać mogli inni.
Bynajmniej ci pierwsi to nie policja i nie piekarze.

Zastosowałam propozycję mojej córki,
aby ust korale pociągnąć niezwykle
czerwoną pomadką.
I tym sposobem najpierw idą moje usta, potem idę ja.
Kiedyś nie robiłam się na czerwono.
Widać starzeję się jakby.
Ale nawet cieszę się, bo doczekałam kolejnego roku.
Postanowień nie robię ale wiem, że jak zwykle nie będę się odchudzała, bo jedzenie jest bardzo przyjemne.
Zachowanie umiaru pozwoli, mam nadzieję, dotrwać w rozsądnym rozmiarze do następnego roku.
Cały rok wyzwań przed nami.
Zatem do dzieła moi mili.

30 grudnia 2011

Jeszcze Stary Rok




W szafie czeka na swoją kolej sukienka, która nigdy nie zaistniała.
Sztuczne perły nie dowierzają, że nie są prawdziwe.
W lodówce chłodzi się musujące wino udające szampana.
Kieliszki przygotowują się do napełnienia.
Mrożone truskawki przypomną w ostatnią grudniową noc wiosenne aromaty.
Odrobina marzeń w codzienności.
W krainie zmierzchu wszystko jest możliwe.
Sukienka być może zaistnieje jutro. Do niej pasować będą srebrzyste pantofle.
Na szczęście loki będą prawdziwe i naturalne.
Kilka kropli perfum, delikatny makijaż i można będzie udać się na bal.
Za oknem w oddali i zupełnie blisko rozbłysną tysiące fajerwerków.
Widok jest niesamowity każdego roku.
Można będzie ukryć się w tłumie aniołów na balowej sali po drugiej stronie lustra.
Srebrzystość sukni powinna pasować do anielskich strojów.
Tylko brak skrzydeł odróżniać będzie zwykłych ludzi od niezwykłych duchów.
Być może nastrój uskrzydli tych najzwyklejszych i poczują się przez moment anielsko?
W krainie zmierzchu niemożliwe staje się prawdziwe.
Wystarczy tylko zamknąć oczy.
Dlatego lubię, gdy zapada zmierzch.
Potem przychodzi noc, która mogłaby się nie kończyć.
Od lat spędzam tę noc z aniołami.
Do napisania i do zobaczenia na balowej sali po drugiej stronie lustra w tłumie aniołów.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU

23 grudnia 2011

Boże Narodzenie daje nadzieję

Nadchodzi dzień, w którym rodzi się nadzieja.
Jesteśmy wśród bliskich, zostawiamy miejsce przy stole.
Dla tych, którzy odeszli i dla tych, którzy mają przyjść.
Moi mili Współcześni, życzę Wam spełnienia najskrytszych marzeń i pięknego życia wśród kochających osób.
Nasi bliscy odeszli będą z nami dopóty, dopóki będziemy ich wspominali.

Najpiękniejszych Świąt Bożego Narodzenia Wam życzę.

20 grudnia 2011

No to sobie pracujemy przedświątecznie, zawodowo, domowo, w biegu, w locie, w międzyczasie.
Bigos pachnie ( bo jak to bigosu nie będzie? – to będzie), ciasteczka same się pieką, zakupy w siateczkach ( własnej roboty siateczki, a jakże) się taszczą, lista zakupów maleje, portfel też lekko jakby chudnie ( schudnie tyle, ile mocy na święta miał).
Pachnie pomarańczami i jabłkami, grzybami i goździkami. U mnie tak pachnie.
A u was?
Jeszcze tylko mięsa upiec, ciasta upiec, sałatki skroić, stół udekorować i paść.
Od przejedzenia lekko paść i ze zmęczenia lekko paść.
Taka nasza natura ludzka i polska.
Tradycja.
Dom odświętny i czysty, światła w oknach, drzewka ozdobione.
Gość w dom, Bóg w dom.
Kolęda zabrzmi i rozmowy będą się toczyły. O rzeczach ważnych i mniej ważnych.
Wspomnimy tych, którzy odeszli i tych , na których czekamy, będziemy marzyć i przegryzać marzenia pysznościami.
Smaki, zapachy i tradycja.
Biegnę do kuchni bo ciasteczka chyba płoną!!!Rumiane mocno diabelce.


12 grudnia 2011

Grudniowe radości

Wczoraj odbyło się w Gdańsku kolejne spotkanie dziewczyn ( bo jesteśmy i będziemy zawsze młode i piękne)o złotych rękach.
Było świątecznie, słodko i .... prezentowo.
Każda z nas przygotowała i tym samym dostała niezwykły upominek - dzieło naszych rąk.
To niesamowite ile radości daje obdarowywanie innych i otrzymywanie podarków.
To była prawdziwa niespodzianka.
Jestem niedawno w tym gronie, a czuję się jakbym była w nim sto lat.
Usłyszałam niedawno wypowiedź kobiety do własnego męża, który marudził na zakupach :
..."kobiety powinny mieszkać z kobietami a mężczyźni z mężczyznami, bo mamy kompletnie inne zainteresowania i nie byłoby konfliktów"...
Coś w tym jest.
Nie skreślam jednak rodu męskiego, choć ten odstaje od kobiecego, niestety.
Mężczyźni przydają się czasem do prac domowych, testowania jedzenia i do zabawy( pamiętacie Seksmisję?).Panowie są inni ale bardzo potrzebni.
Wiem, że panowie są niesamowicie zdolni ale my jesteśmy lepsze, NAJLEPSZE.

26 listopada 2011

Jak pachnie moja dusza?

Тест: Запах твоей души…
Запах тайны
Книжной пыли, кофе, древесины,
свежей типографской краски, кожаных обложек,
горящих свечей, дорогих сигар,
еловых ветвей, старинных фотографий и неразгаданных тайн.
­­


Пройти тест

11 listopada 2011

21 października 2011

Wyrwane z kontekstu

Jechałam dziś tramwajem od Manhattanu do Strzyży ( po prostu mnie rozwalają nazwy w miastach – nie myślę o Strzyży). Wkoło mnie siedzieli panowie w wieku mocno po balzakowskim w strojach wybitnie po powrocie albo w trakcie przerwy w kontrakcie.
Debatowali na temat zakupów samochodów z takiej półki, że nawet nie mam pojęcia jakie to samochody. Mercedesy łapałam ale inne mniej. I jeden śmiał się, a właściwie przeżywał, że ludziska po zakupie takiego cuda biegną do warsztatu i montują instalację gazową.
Koledzy, których było pięciu jeśli dobrze pamiętam, starali się go uspokoić, bo jego zdziwienie wzrastało do poziomu nerwowego napięcia. Denerwował się, że jak się nie ma na benzynę, to nie powinno się kupować drogich samochodów tylko tanie i ładować w nie gaz choćby w kilka zbiorników. Bo to draństwo i grzech niszczyć piękne auta prosto z salonu.
W pewnym momencie ( po zaliczeniu czterech przystanków) pan stwierdził, że on jest miłośnikiem czołgów to powinien sobie kupić „Tygrysa” i podziwiać na ulicy, bo taki czołg dużo pali.
A ja nie wytrzymałam i powiedziałam żartując, że można by do tego czołgu gaz zainstalować.
I to pomogło w przerwaniu zdenerwowania pana z sąsiedniego siedzenia.
Nasz tramwaj i inne przed nami stanęły bo „coś”. Pan od instalacji gazowych zapytał czy przypadkiem nie złapaliśmy gumy. Pozostali ze mną włącznie odpowiedzieli mu niemal jednocześnie, że w tramwajach instalują gaz. Było wesoło. Miło, ze tak od rana i w komunikacji miejskiej. Motorniczy rechocząc wypuścił nas przed przystankiem. Pobiegliśmy do pracy i tam gdzie kogo oczy niosły. Byliśmy na gazie.

19 września 2011

Fotograficzna opowieść o bakłażanach

Smak tego bakłażanowo cukiniowego szaleństwa powala na kolana.
Robię i jem i dzielę się bo samo się także jakoś zjada.
Minęło sobie lato. Pracowite było jak zawsze w moim wydaniu.
Zawodowo pracowite było.
Wakacje mam mieć. Kiedyś.
Nie miałam siły pisać, nie miałam siły obrabiać zdjęć, nie miałam siły tworzyć robótek.
Wobec tego, że za oknem deszcz i że pod blokowymi choinkami rosną maślaki, należy powrócić do przyjemności i zapisków kłusownika.

Było smakowicie na początku lata.

Mój dzielny pies, jeszcze szczupły w miarę spędzał miłe chwile na powietrzu.


Mimo ładnej pogody - gary wzywały.











I tak właśnie wygląda trzydniowa zabawa w bakłażany i cukinie.
Samo się robi, samo się sprząta i samo się zjada.
A w międzyczasie pracowałam sobie w pracy z czego się cieszę, chociaż nie do końca wierzę w urlop ( to jakaś legenda jest czy jakoś?).
Jest jednak jesień i zima i dłuuugie wieczory.
Wykupiłam sobie pływanie na basenie jako sposób na odpoczynek.


Lubię jazdę konną. Ale nie stać mnie.
Uszyłam zatem konika. Tylko, że konik poszedł sobie do mojego bratanka.