19 września 2011

Fotograficzna opowieść o bakłażanach

Smak tego bakłażanowo cukiniowego szaleństwa powala na kolana.
Robię i jem i dzielę się bo samo się także jakoś zjada.
Minęło sobie lato. Pracowite było jak zawsze w moim wydaniu.
Zawodowo pracowite było.
Wakacje mam mieć. Kiedyś.
Nie miałam siły pisać, nie miałam siły obrabiać zdjęć, nie miałam siły tworzyć robótek.
Wobec tego, że za oknem deszcz i że pod blokowymi choinkami rosną maślaki, należy powrócić do przyjemności i zapisków kłusownika.

Było smakowicie na początku lata.

Mój dzielny pies, jeszcze szczupły w miarę spędzał miłe chwile na powietrzu.


Mimo ładnej pogody - gary wzywały.











I tak właśnie wygląda trzydniowa zabawa w bakłażany i cukinie.
Samo się robi, samo się sprząta i samo się zjada.
A w międzyczasie pracowałam sobie w pracy z czego się cieszę, chociaż nie do końca wierzę w urlop ( to jakaś legenda jest czy jakoś?).
Jest jednak jesień i zima i dłuuugie wieczory.
Wykupiłam sobie pływanie na basenie jako sposób na odpoczynek.


Lubię jazdę konną. Ale nie stać mnie.
Uszyłam zatem konika. Tylko, że konik poszedł sobie do mojego bratanka.

2 komentarze:

  1. Stęskniłam się. Dobrze, że jesteś. Szkoda że nie było Cię na wczorajszym spotkaniu w Scandicu. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Szczególnie to ,,samo się zjada"
    Pozdrawiam serdecznie. Koniś piekny ,przypomniał mi koniki szyte z ceraty przez moja ciotkę :)

    OdpowiedzUsuń