21 października 2011

Wyrwane z kontekstu

Jechałam dziś tramwajem od Manhattanu do Strzyży ( po prostu mnie rozwalają nazwy w miastach – nie myślę o Strzyży). Wkoło mnie siedzieli panowie w wieku mocno po balzakowskim w strojach wybitnie po powrocie albo w trakcie przerwy w kontrakcie.
Debatowali na temat zakupów samochodów z takiej półki, że nawet nie mam pojęcia jakie to samochody. Mercedesy łapałam ale inne mniej. I jeden śmiał się, a właściwie przeżywał, że ludziska po zakupie takiego cuda biegną do warsztatu i montują instalację gazową.
Koledzy, których było pięciu jeśli dobrze pamiętam, starali się go uspokoić, bo jego zdziwienie wzrastało do poziomu nerwowego napięcia. Denerwował się, że jak się nie ma na benzynę, to nie powinno się kupować drogich samochodów tylko tanie i ładować w nie gaz choćby w kilka zbiorników. Bo to draństwo i grzech niszczyć piękne auta prosto z salonu.
W pewnym momencie ( po zaliczeniu czterech przystanków) pan stwierdził, że on jest miłośnikiem czołgów to powinien sobie kupić „Tygrysa” i podziwiać na ulicy, bo taki czołg dużo pali.
A ja nie wytrzymałam i powiedziałam żartując, że można by do tego czołgu gaz zainstalować.
I to pomogło w przerwaniu zdenerwowania pana z sąsiedniego siedzenia.
Nasz tramwaj i inne przed nami stanęły bo „coś”. Pan od instalacji gazowych zapytał czy przypadkiem nie złapaliśmy gumy. Pozostali ze mną włącznie odpowiedzieli mu niemal jednocześnie, że w tramwajach instalują gaz. Było wesoło. Miło, ze tak od rana i w komunikacji miejskiej. Motorniczy rechocząc wypuścił nas przed przystankiem. Pobiegliśmy do pracy i tam gdzie kogo oczy niosły. Byliśmy na gazie.

3 komentarze:

  1. Poprawiłaś mi humor!
    Skrzatka

    OdpowiedzUsuń
  2. No i popatrz, rozladowałas sprytnie atmosferę i wszystkim z rana zrobiło sie wesoło, na dobry początek dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. czołg na gaz to chyba byłby taki do jednorazowego uzytku, co? :))

    OdpowiedzUsuń