1 stycznia 2012

2012

Działo się za oknami w godzinie przejścia roku na rok.
Niestety mgła jak zwykle dopisała i popsuła nieco szyki.
Starałam się moim niezwykle zwykłym sprzętem ująć urok chwili.
Sprzęt starał się jak umiał, ale nie nadążałam za wybuchami ogni bengalskich( tak za Andersenem podoba mi się nazywać te wybuchy).
Panna Whisky ( mój pies) specjalnie nie odczuwała stresującego hałasu.
Coś tam widać, arcydzieło to nie jest, ale wiem jak było rzeczywiście.

Strzelali petardami od rana.
Zakończyli około pierwszej w nocy.
Lekki bałagan zalega sobie i czeka na zmiłowanie pracowników administracji.
Już widzę jak oni to kochają.

Ranek Nowego Roku wcale mnie nie zaskoczył,
Miałam bardzo miły sen, który może jednemu komuś opowiem kiedyś.
Czas pokaże.
Ponieważ należy lekko dbać o wizerunek,
ubrałam się i lico przysposobiłam
do wyjścia na świat.
Wyprawiłam się z psem do pobliskiego lasku.
Było poranne noworoczne spotkanie
okolicznych psów i ich właścicieli.
Pozostała część społeczności spała spokojnie w domach.
Jedni nie śpią by spać mogli inni.
Bynajmniej ci pierwsi to nie policja i nie piekarze.

Zastosowałam propozycję mojej córki,
aby ust korale pociągnąć niezwykle
czerwoną pomadką.
I tym sposobem najpierw idą moje usta, potem idę ja.
Kiedyś nie robiłam się na czerwono.
Widać starzeję się jakby.
Ale nawet cieszę się, bo doczekałam kolejnego roku.
Postanowień nie robię ale wiem, że jak zwykle nie będę się odchudzała, bo jedzenie jest bardzo przyjemne.
Zachowanie umiaru pozwoli, mam nadzieję, dotrwać w rozsądnym rozmiarze do następnego roku.
Cały rok wyzwań przed nami.
Zatem do dzieła moi mili.

1 komentarz:

  1. wszyscy to robimy ! tzn starzejemy się codziennie po trochu :P
    a usta no widoczne !

    OdpowiedzUsuń